czwartek, 18 lutego 2016

        Zakładam, że kompletnym bezsensem jest zapełnianie kart internetowych kolejnymi wypocinami tym razem mojej osoby ale trudno. Stwierdziłam, że muszę coś zrobić, żeby nie ochujeć w tym szarym mieście zwanym Szczecinem. Tak od początku to jestem w klasie maturalnej jest 17.02 i zamiast wkuwać chemię organiczną i pieprzone funkcję, których i tak nigdy nie ogarnę piszę, mając nadzieję, że zdam na farcie i dostanę się na ZUT. Ambicje prawdziwego polaka...

     Powrót po feriach do tej smutnej ledwo trzymającej się przedwojennej szkoły jest jak wielka cegła zmierzająca w stronę mojej głowy z prędkością światła ( pewnie odpadła z jednej ze ścian wspomnianego przed chwilą obozu dla umysłowych niedojebańców). Nie ma to jak iść z dobrym nastawieniem pierwszy raz od x czasu, myśląc, że spotka się znajomków po ponad 2 tygodniach a tu i tak przegrywając z naturą docierasz na trzecią lekcje i do tego z trudem. Na powitanie dostajesz wielki opierdol jakim prawem byłeś chory ostatnie 2 dni przecież miałeś 2 tygodnie na choroby  ( gdybym miała możliwość ustawiania ich w kalendarzu jeszcze rzadziej bym tam zaglądała).. no ale co zrobić z fałszywym uśmieszkiem wypada dać usprawiedliwienie pisane 5 minut wcześniej na kolanie w szatni i żyć myślą, że to dopiero 10 i jeszcze można spędzić ten dzień pozytywnie. Hehe. Standard ucznia druga lekcja kartkówka zapowiadana przed feriami - bo każdy o tym pamięta, po kartkówce dowiadujesz się, że masz za 20 minut sprawdzian z 10 rozdziałów z ekologii , czy może być lepiej ? Okazało się, że może...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz